Tak i nie

Piątek to dzień, w którym wszyscy przeżywają zbliżający się weekend i oczami wyobraźni widzą wielkie lenistwo, jakiemu oddadzą się w ciągu kolejnych dwóch dni wolnych od pracy. OK, piątek jest cudowny, ale praca w piątek na pewno nie należy do moich ulubionych zajęć. Większość znanych mi osób narzeka na poniedziałki, natomiast moim najmniej lubianym dniem w ciągu całego tygodnia jest piątek do godziny 16.00. Przez cały piątek praca idzie mi tak bardzo źle, że nawet nie chce mi się o tym myśleć i nad tym zastanawiać. To, co normalnie zajmuje mi dziesięć minut w piątek trwa pół godziny, rozmowy z anglojęzycznymi kontrahentami jakoś się nie kleją, a sprzedaż podejrzanie spada.

Od czterech lat pracuję w zawodzie specjalisty ds. eksportu i od czterech lat każdy piątek przeżywam identycznie, specjalista ds. eksportu Gdańsk. Każdego piątku już rano mam świadomość, że nadchodzący dzień będzie dużo gorszy od pozostałych. Wolę z góry nastawić się na kiepski obrót spraw, bo nie chcę w trakcie ośmiu godzin wykonywania zwykłych obowiązków załamać się nagłym niepowodzeniem lub zaistniałym problemem. Już wiem, że praca w piątek z reguły idzie gorzej niż zazwyczaj, dlatego traktuję się z pewną taryfą ulgową, nie przemęczam się dodatkowymi pracami i nie zakładam realizacji czegoś, co wiem, że na pewno nie uda mi się zrobić.

W połowie dnia przechodzę zazwyczaj poważne załamanie nerwowe i jedynie ostatkiem sił zmuszam się do kontynuacji wypełniania obowiązków zawodowych. Na szczęście po kilku chwilach depresja ustaje, a ja znów mogę poświęcić się pracy i jako tako przetrzymać do 16.00.

    Zostaw komentarz

    Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.**